Wydmowy Oracz
Ostatnio aktualizowane w Nov 28, 2009 16:49. Strona odwiedzona 418 razy.
Dune Thresher, Wydmowy Oracz część I
Abd al-Hazi:
Podczas gdy przygotowywałem się do rozpoczęcia zapisywania moich myśli, na samym początku mojej epickiej wyprawy mającej na celu zgromadzenie wiedzy o świecie w jednym tomie, ręka losu szturchnęła mnie w ramię. Wiadomość o tym, że dziki oracz zabił mieszkańca niedaleko miasta dała mi niezwykła możliwość zobaczenia na własne oczy z jakimi to niebezpieczne stworzenia dzielimy ten świat- przykładem niech będzie okrutny wydmowy oracz.
Dawno temu zawędrowawszy z dala od zamieszkanych terenów, będąc w głębi pustynnej Rubieży, Wydmowy Oracz jest rzadko widywany przez miastowych. Zdarza się jednak, że z powodu wieku lub zranienia jedna z tych przeklętych bestii wędruje na pogranicze cywilizacji aby ucztować na lekkomyślnych ludziach. W takiej sytuacji profesjonalista taki jak Franklin Burroughs, sławny przewodnik oraz łowca, wzywany jest aby położyć kres zagrożeniu.
Szczęśliwie, Burroughs i ja, obaj będący ludźmi podróży i przygody, skrzyżowaliśmy my swoje drogi już wcześniej (stali czytelnicy moich zapisków na pewno pamiętają potężnego niedźwiedzio podobnego człowieka z moich klasycznych już Kronik Xiansai). Zatem skontaktowałem się z nim po to aby móc wziąć udział w jego zadaniu, mającym na celu pozbycie się tego ryjącego koszmaru. Początkowo zareagował dość niechętnie, ale jestem pewien że tak naprawdę był zadowolony z mojego towarzystwa.

Spotkałem się z nim o zmierzchu w pobliżu piaskowców, które otaczały pustkowia Tradein. Gdy się zbliżyłem Burrughs klęczał na czarnych skałach, przyglądał się czemuś. Spojrzałem na nierozpoznawalną substancję, w którą tak intensywnie się wpatrywał, nie mogłem dociec co to jest. Uniósł dłoń, dając do zrozumienia abym, stąpał ostrożniej. Kiedy zapytałem go w czym jest problem, wskazał na źródło swojego zainteresowania i zapytał czy chcę skończyć jak ten głupiec. Roześmiałem się myśląc, że po raz kolejny robi sobie ze mnie żarty. Każdy wiedział, że Wydmowe Oracze atakują z pod piasku, my parzcież staliśmy bezpiecznie na skałach!
„Powiedz to jemu” rzekł.
Spojrzałem jeszcze raz, I to co zobaczyłem skręciło mi wnętrzności. Skały zdradziły desperację z jaką ofiara walczyła o życie czepiając się ich. Na powierzchni widać było krwawe ślady oraz fragmenty skóry zdartej z jego dłoni i palców.
“Wyskoczą na te skały i zaciągną z powrotem w piach. Doświadczony łowca może przetrwać atak, ale ktoś taki jak ty zostanie przekąską jeśli nadal będzie tak tupał dookoła, robiąc tyle hałasu”. Zachichotał do siebie wracając do swojego załadowanego wagonu.
Szybko (i po cichu) odszedłem od krawędzi skał i wtedy usłyszałem zawodzenie, Burroughs wyciągnął spory obiekt, coś w rodzaju klatki, pokrytej czarnym płótnem. Ta klatka była źródłem tego piekielnego dźwięku. Grube liny zwisały z pod czarnej zasłony. “To nie wystarczy”, stwierdził. Aby udowodnić, że ma rację potrząsnął nią jeszcze raz. Wydobyły się z niej bardziej odrażające dźwięki, świdrujące głowę niczym zimne, raniące ostrza. Ale one były niczym w porównaniu do następnego odgłosu, zwiastującego śmierć trzeszczenia piasku, które obwieszczało przybycie oracza.
“Ich popiskiwania irytują wydmowych oraczy. Lepiej rzucić je na piasek zanim pojawi się tu nowe towarzystwo”. Mówiąc to zrzucił zasłonę z klatki. Szok na widok tego co w niej było przytłoczył mnie natychmiastowo. Wszystko zaczęło zlewać się w jedno, chorobliwą szarość, moje kolana były jak z waty.
O autorze:
Abd al-Hazir jest sławnym dżentelmenem, historykiem i wykładowcą. Ostatnio podjął bezprecedensowy zamiar wyśledzenia, zbadania oraz zebrania wszelkich informacji na temat unikatowych mieszkańców świata.
Autorskie tłumaczenie FacelessOne.
Źródło blizzard.com |