Mnich
Ostatnio aktualizowane w Aug 29, 2011 05:27. Strona odwiedzona 22330 razy.
Wstęp do klasy:
 Mnich to kolejna klasa Diablo III, dumnie zaprezentowana podczas Blizzcon-u 09, wzbudziła duże zainteresowanie wśród uczestników, szczególnie, że była dostępna w pokazowym demie.
Samego Mnicha można określić jako religijnego wojownika, przywiązującego dużą miarę do spraw duchowych, dla którego walczyć po innej stronie niż dobro jest czymś nie do pomyślenia. Od młodości każdy Mnich jest szkolony w taki sposób, aby podczas walki był czystym odwzorowaniem bóstw w które wierzy. Wrócimy jednak do tego co Was najbardziej interesuje, mnich jest klasą silnie ofensywną jeżeli w ogóle można to tak nazwać, skupioną na walce i niesamowitej prędkości, może posługiwać się np. laskami lub zapożyczonymi od zabójczyni kastetami, jednak do siania śmierci i chaosu wystarczą mu też "gołe" pięści. Oszałamiającą szybkość tej postaci balansuje niestety obniżona wytrzymałość, dlatego nazwanie go przeciwieństwem Barbarzyńcy jest jak najbardziej na miejscu. Pojawienie się Mnicha w trzeciej odsłonie Diablo, twórcy tłumaczą wpływem karcianych RPG ale także zamiłowaniem do zwykłych bijatyk. I na koniec jego ulubioną rozrywką jest medytacja.
Historia klasy :
Mnisi pochodzą z klasztoru znajdującego się w Ivgorod położonym w Sharval Wilds. Już jako dzieci oddawani są do niego, gdzie następnie rozpoczynają naukę, opanowują umiejętności, które zapewnią im realizację podstawowego celu jakim jest wykorzenienie zła z Sanktuarium, świata w którym rozgrywa się fabuła zawarta w serii Diablo. Podstawą ich religii jest przekonanie o wszechobecnym dobru, które można odnaleźć w każdym żywiole. Dzięki opanowanej do perfekcji sztuce medytacji są w stanie oczyścić swój umysł ze wszelkich pokus i osiągnąć wyższy stopień świadomości, co czyni ich śmiertelnymi wrogiemi demonów. Ich fanatyczna wręcz pogarda do piekielnego pomiotu może się równać tylko z Łowcami Demonów, ale wszystkie klasy różni motywacja, która nimi kieruje. W przypadku Mnichów jest to poczucie świętej misji, którą muszą wykonać, aby zbawić świat i pokonać wieczne zło.
Opowiadanie:
Ostatnie tygodnie jesieni rozgościły się w Ivgorodzie, nieuchronnie zbliżała się zima, której mroźny oddech było już czuć w powietrzu. Po zapadnięciu zmroku, gdy ostatnie promienie niknącego za horyzontem słońca dały za wygraną ciemności, z wielką radością przyjąłem schronienie oferowane przez tutejszą gospodę. Gdy wszedłem do wnętrza poczułem swoiste napięcie wypełniające pomieszczenie. Pomimo godziny w gospodzie nie było tłoczno jak to zwykle bywa o tej porze, rozproszeni goście w małych grupkach byli skupieni przy ścianach. Ławy po środku pokoju były puste za wyjątkiem jednego mężczyzny.
Ów człek wydawał się ignorować otaczający chłód, ubrany w skromne pomarańczowe płótno przewieszone przez ramię z odsłoniętą częściom torsu, podobny był do żebraka.Na jego masywnej szyi spoczywała girlanda drewnianych korali, efektu dopełniała całkowicie ogolona głowa z wyjątkiem nie ułożonej krzaczastej brody. Powyżej czoła miał wytatuowane dwie czerwone kropki, mniejszą nad większą, nagłe skojarzenie uderzyło mnie niczym piorun. Jako student z dużym zasobem wiedzy na temat ludów i kultur tego świata, natychmiast rozpoznałem w nim jednego z mnichów Ivgorodu, sekretnej i elitarnej grupy świętych wojowników tego kraju.
Słyszałem niezliczone fantastyczne historie, których bohaterami byli mnisi, opowiadania te zapewne były doskonałymi ozdobnikami rozmów. Wedle tych podań skóra mnicha miała być twarda jak żelazo, nie przenikliwa dla ciosów zadawanych mieczem, bądź grotem strzały, a ich pięści kruszyły skały tak łatwo jak Ja albo Ty łamiemy suchą gałązkę. Chociaż ten niewyróżniający się mężczyzna w niczym nie przypominał mnicha, którego znałem z opowieści i przeczytanych ksiąg, postanowiłem ostrożnie zbliżyć się. Usiadłem na ławie naprzeciw niego, w celu przyglądnięcia się delikwentowi. Skinął na mnie ręką, zapraszając bliżej.
„Hmm, dusza wystarczająco odważna aby usiąść ze mną. Zbliż się przyjacielu”. Położono strawę przede mną, ale nie miałem na nią chęci, bardziej skupiony na zapisywaniu detali z życia mnicha. Opowiedział mi o jego wierze w istnienie tysiąca jeden bogów, bogów których jak mniemał można było znaleźć we w wszystkich rzeczach: ogniu w sercu, wodzie w rzece, i powietrzu którym oddychamy. Było tego wystarczająco wiele, może nawet na całe opowiadanie. Ale każdy rozsądny człowiek najpewniej skrzywi się nad taką wizję świata, jako czegoś więcej niż zabobonu, tak jak Ja. Przeszedł do opisywania intensywnego treningu rozumu oraz ciała, celem osiągnięcia stanu, w którym miały one zespolić się w instrument świętej sprawiedliwości. Sam zastanawiam się po co tym jego tysiącu jeden bogom potrzebny jest śmiertelny człowiek do wcielenia w życie ich woli. Gdy zapytałem dlaczego nie posiada miecza ani żadnej innej broni. Po prostu odpowiedział „Moje ciało jest moją bronią” następnie dotknął skroni ręką i dodał „Tak jak mój umysł”.
Nieoczekiwanie miałem możliwość podziwiać jego mistrzostwo w akcji.
Grupa mężczyzn zbliżyła się do naszego stołu prezentując noże i inne rodzaje broni, które posiadali. Zrzuciwszy moja księgę na ziemię, zablokowali jakąkolwiek drogę ucieczki. Byli skupieni jedynie na samotnej postaci mnicha siedzącego naprzeciwko mnie. Wczołgałem się pod stół, mając jedynie nikłe przeczucie tego co miało nastąpić. Czekałem na sygnał, który rozpocznie walkę, zaczęli.
Nie kłopocząc się tym aby nawet wstać, mnich sparował pierwszy zamaszysty cios, chwytając agresora za nadgarstek, przerzuciwszy go przez swoje ramię, następnie pchnął nim w pobliski stół powodując doniosły trzask. Gwałtowność ataku mnicha wprowadziła mężczyzn w osłupienie, w czasie gdy stali jak wryci on powstał.
Wtedy rozpentał się chaos.
Mnich był rozmytym kształtem, skupiającym w sobie czystą nie okiełznaną energię, przyjmował każdy atak bez chwili zastanowienia. Walczył pięściami i nogami, w sposób którego nigdy wcześniej nie widziałem. Za młodu byłem uczestnikiem wielu pijackich burd i bijatyk, ale to co widziałem było czymś innym. Odgłosy łamanych kości po każdym jego uderzeniu mieszały się z czymś w co trudno było uwierzyć: mnich śmiał się w trakcie walki. Jeden po drugim obezwładniał wrogów do momentu aż pozostał ostatni z napastników.
Niedobitek chwycił krzesło i rzucił nim w mnicha. Ten uderzył nadlatujący przedmiot gołą pięścią, zamieniając dębowe krzesło w chmurę drzazg i kilka kawałków drewna, które bezwładnie opadły na podłogę dookoła niego.
„Nie oszukasz mnie, demonie” powiedział zajadle mnich. Ułożył ramiona wzdłuż ciała następnie wyciągał naprzeciwko siebie i rozpoczął intonować. Obłok białego światła otoczył jego głowę, rósł i robił się coraz bardziej intensywny aż w końcu ogarnął całe ciało mnicha. Krzyknął, cała biała materia wystrzeliła w stronę ostatniego mężczyzny, światło otoczyło go kompletnie, topiąc skórę i ujawniając jednocześnie prawdziwą naturę osobnika, który był czerwonoskórym demonem, jednym ciosem wyrzucił stworzenie przez drzwi tawerny.
Mnich zerwał się do przodu, jego ruchy stanowiły jeden nierozpoznawalny ciąg, zbyt szybki aby moje oczy mogły wyróżnić poszczególne kroki, wyglądało to tak jakby demona jednocześnie atakowało siedmiu mnichów z każdej strony. Poobijany stwór osunął się na ziemię. Mnich chwycił go za kark, uśmiechał się gdy przybliżył z powrotem do siebie wolną rękę, na otwartej dłoni trzeszczała energia emitująca poświatę. Zadał cios dłonią, gdy uderzył demona, jego ciało eksplodowało: mięsnie, skóra, kości zamieniły się w strzępy, powietrze wypełnił zapach spalonego ciała.
Nigdy bym w to nie uwierzył , gdybym nie był naocznym świadkiem tego wydarzenia. Widocznie wszystkie historie, o tych niezrównanych wojownikach nie koniecznie są tylko legendami, tak jak myślałem do tej pory.
O autorze:
Abd al-Hazir jest sławnym dżentelmenem, historykiem i wykładowcą. Ostatnio podjął bezprecedensowy zamiar wyśledzenia, zbadania oraz zebrania wszelkich informacji na temat unikatowych mieszkańców świata.
Autorskie tłumaczenie FacelessOne.
Źródło blizzard.com |